poniedziałek, 24 kwietnia 2017

To był dobry dzień.

To był dobry dzień. Mimo zmęczenia jestem z niego zadowolona.
Janusz, którego poznaliśmy jakiś czas temu, pomógł nam załatwić pracownika.  Wojtek pojechał po niego o 8 rano do miasteczka. Rozmawiałam z nim dziesięć minut, i tyle mi wystarczyło, żeby stwierdzić, że to pracowity i wartościowy człowiek.


niedziela, 23 kwietnia 2017

Dla Hany :-)

Właściwie nie powinnam pokazywać to co tworzę gdzieś  pomiędzy ogarnianiem warzywniaka a tworzeniem sadu, ale obiecałam Hanie.

sobota, 22 kwietnia 2017

Czas sadzenia

Dzisiaj podczas śniadania rozmawialiśmy z Wojtkiem na temat ziemi i jej zagospodarowywania.
- Kopiesz się z tirem, chcesz koniecznie go przestawić, i złościsz się, że on ani drgnie.
No tak, po raz kolejny doprowadziłam się do takiego stanu, że płaczę ze zmęczenia i niemocy.

piątek, 21 kwietnia 2017

Henryk i Hanna

Wczoraj o poranku pojechałam na ryneczek. Kupiłam parę drzewek owocowych. Jabłonie, grusze i jedną czereśnie, dwa krzaczki agrestu. I kiedy już za nie zapłaciłam, zobaczyłam dwa niewielkie krzaczki bzu.


wtorek, 18 kwietnia 2017

Lepsze zdjęcie

Od jakiegoś czasu wierciły mój brzuch. Podchodziły do tarczycy delikatnie ją dusząc . Intuicja? Jest niezawodna, przed godziną zero zawsze daje o sobie znać.
Wydawało mi się, ze jak przeprowadzę się na wieś, zapomnę, zakopię, nie pozwolę aby to co złe, to co spotkało mnie w wielkim mieście  zdominowały mój spokój.

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Joanna i Krystyna

Na początku mojej znajomości z Joannę z drugiego krańca naszej wsi, Wojtek podał jej adres naszego bloga. Byłam na niego za to zła i jak on to nazywa - ciosałam mu kołki na głowie. Tak ciosałam, i to okrutnie, bo mimo mojej dziecięcej szczerości, pamiętając sprawę z donosem, wolałam być anonimowa.

Podczas kolejnego spotkania Joanna powiedziała - pisz o marzeniach, a my będziemy je spełniać. Potraktowałam to jako żart i roześmiałam się.

sobota, 15 kwietnia 2017

Życzenia świąteczne !


W końcu przestało padać. Patrzę na mój ulubiony widok za oknem i czekam na przyjazd syna. Wyciągam aparat i pstrykam kilka zdjęć. To pierwsze Święta Wielkanocne w domu pod bocianem.