środa, 1 marca 2017

Stan przejściowy

- To jest stan przejściowy- powiedziałam wczorajszego wieczora bardziej do siebie aniżeli do Bogumiła , kiedy zasiedliśmy do oglądania filmu.
Na przekór złym wiadomością płynącym z trójmiasta, chcąc wykrzesać z siebie pozytywne emocje i powstrzymać łzy cieknące ciurkiem jakby ktoś tam na górze odkręcił kran, będę pisała o samych pozytywnych rzeczach.


Więc ubieram uśmiechniętą maskę na twarz, pozytywnym myśleniem, nie pozwalam aby skrzecząca rzeczywistość przygięła mną całkowicie. Bo przecież to stan przejściowy.

Osobistym sukcesem są moje Maryjki.
Trzy Maryjki i deseczka z ptaszkami odleciały na drugi kraniec Polski. Otrzymałam wiadomości zwrotne z wieloma miłymi słowami, ba nawet dostałam dwa zdjęcia jak pięknie prezentują się na ścianie. Tak, uśmiechałam się sama do siebie gdy czytałam takie informacje.

Sam proces przygotowania deski nie jest sprawą prostą i łatwą. Szlifierka która pomaga mi oczyścić deskę jest bardzo ciężka. Po takim czyszczenia człowiek jest cały brudny, ale też i zadowolony, że się udało. Dlaczego udało? Bo bywa i tak, że po wyczyszczeniu, deska się pęka i do niczego się nie nadaje.



A tak wygląda szczęśliwa kobieta, której udało się odzyskać deskę.


Kolejny proces ozdabiania, to jak medytacja. Człowiek się wycisza, uspakaja.


Wczoraj wybraliśmy się do Centrum Barka. Jest to Stowarzyszenie na Rzecz Osób Niepełnosprawnych i Profilaktyki Zdrowia "Jesteśmy Razem". Piękny budynek intrygował mnie od dawna, z uwagi na nazwę - "Barka". Moja mama bardzo lubiła tą pieśń , często ją nuciła i teraz już zawsze kojarzy mi się z nią.

Ośrodek dziennego pobytu prowadzi Piotr Baczewski wraz z przemiłą żona pełną zaangażowania i pasji. Chodziłam od pracowni do pracowni, a jest ich tam kilkanaście: fotograficzna, krawiecka, komputerowa, artystyczna. Uczestniczy, głównie starsze osoby, tworzą własną telewizję, radio, gazetkę. Mają tam swoją kuchnię, jadalnię, pokój wypoczynkowy, siłownię, saunę i bilard. Opiekę psychologów.

Na początku czułam się zażenowana, bo co weszłam do pokoju, to otrzymywałam prezent robiony  przez uczestników ośrodka, wspomaganych przez opiekunów każdej sekcji. Nazbierała się tego cała siatka.


Są piękne korale na sznurku w moim ulubionym pomarańczowym kolorze, ręcznie wykonana poduszka, jajka ozdabiane metodą decu, witrażowy kot. Uspokoiłam się, kiedy pani Ania powiedziała, że tu tak jest.

Nie mam skali porównawczej, nie wiem jak wyglądają podobne ośrodki w innych miastach, ale po zwiedzeniu Barki, od piwnic po sam dach, po rozmowach z paniami opiekunkami, myślę, że nie są gorsi, a może nawet lepsi, bo to co robią dla tych ludzi, robią z ogromnym zaangażowaniem. To młodzi ludzie, którzy nie są wypaleni zawodowo, którym tak po prostu zwyczajnie chce się chcieć.

W ośrodku zaśpiewał dla mnie dwie piosenki pan Jurek, który trafił do ośrodka dziennego po tym jak został zaatakowany łomem podczas stróżowania,  w wyniku czego doznał nieodwracalnych uszkodzeń mózgu. Bardzo smutna historia.

Na koniec, w miłym towarzystwie burmistrza, który przybył na otwarcie uniwersytetu trzeciego wieku, wypiliśmy kawę i zjedliśmy po pysznym ciastku upieczonym przez podopiecznych.

Pan Jacek Kostka to kolejny przemiły człowiek, którego mieliśmy okazję poznać w naszym nowym życiu. Porównałabym go do mojego ulubionego burmistrza Pruszcza Gdańskiego. Obu im bardzo zależy na poprawie życia mieszkańcom, obaj starają się coś pozytywnego zrobić dla miasta. Szkoda jedynie, że mieszkańcy, i tam i tutaj, czasami tego nie zauważają.

Do Barki wybieram się 8 marca na spektakl z udziałem opiekunów.

Wracając, na ostatnim zakręcie, na wjeździe na siedlisko utopiliśmy się doszczętnie w błocie.




Pomógł nam sąsiad pan Andrzej, nasz traktorowy wybawca. Czy to nas zniechęciło. Nie, jedynie uzmysłowiło,że trzeba sprzedać auta osobowe i zamienić z napędem na cztery koła. Błota nie lubię, ale nie pozwolę, żeby taka maź mnie pokonała . Nie z takim rzeczami dawałam sobie radę.

Czy mi lepiej?
Tak, jednak metoda spisywania pozytywnych rzeczy pomaga.

24 komentarze:

  1. Przytulam. Oby wszystko ułożyło się dobrze. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obojętnie ile nasze dzieci mają lat, matką się nigdy nie przestaje, a czym jestem starsza tym bardziej rozumie swoją mamę.

      Usuń
  2. Graszko, nie uciekaj od smutku tylko najzwyczajniej w świecie pozwól sobie na niego, popłacz jeśli trzeba. Jeśli nam źle to nie ma co udawać, że jest dobrze. A pozwolenie na smutek daje ukojenie. Serio :)
    Przygotowywanie Maryjek to wcale nie taka prosta sprawa! Najważniejsze, że Cię uszczęśliwia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo wszystko ma swój czas. Nastał czas płaczu, będzie i czas śmiechu.
      Poszłam dzisiaj popracować godzinę z łopatą, praca fizyczna pomaga zakopać troski.
      Ucieszyłam się wchodząc do kurnika. 5 jajek, będzie jutro pyszne śniadanie.

      Tak szlifowanie szlifierką a potem papierem ściernym ręcznie nie należy do prac przyjemnych, ale w końcu końcowy efekt jest ważny :-)

      Usuń
  3. Może i w błocie podtopiona, ale za to jaka młoda i pełna werwy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niektórzy ludzie jadą specjalnie do SPA, poleżeć w błocie. Mam to szczęście mieć je codziennie :-)

      Usuń
  4. Graszko w tej fryzurce i kolorze upierzenia odmłodniałaś, chyba te dołki i chandry mają taki dobry skutek uboczny :)

    Znam takie ośrodki i stowarzyszenia, od ich podopiecznych ciągle uczę się bycia lepszym człowiekiem, uważniejszego życia, pokory i tak jak Ty jestem pod wrażeniem piękna artefaktów jakie są ich autorstwa.

    Czasami, gdy miotają mną niepokoje o zdrowie Rodziców myślę o Tobie i Twojej Mamie i jakoś łatwiej jest pokonać trudności mając świadomość, że nieważne jak jest trudno, ważne że ciągle ich mam :)
    Ostatnio znajoma porządkowała mieszkanie po śmierci Mamy i miała dylemat co oddać, a co zostawić na pamiątkę. Opowiedziałam jej historię wełnianych skarpet Twojej Mamy i ich terapeutycznej mocy gdy je wsuwasz na stopy gdy jest Ci źle - zdumiała się i powiedziała,że już wie, jak postąpić.
    Jesteś mądrą i piękną kobietą, powalasz na kolana, dlaczego tak trudno Ci uwierzyć w swoją wartość. Pomyśl, wszyscy ci nowo poznani ludzie lgną do Ciebie bo masz dobrą energię i prawy charakter, jesteś dla nich wzorem do naśladowania. Oni żyją obok siebie od lat i znają się najwyżej z nazwiska, kilku zdawkowych zdań rzuconych w biegu przy okazji "dzień dobry" oraz z plotek, a Ty wychodzisz do nich, interesujesz się tym co robią, opowiadasz o sobie, o tym jak porywasz się z motyką na księżyc, nabijasz kolejne guzy i siniaki, ale masz odwagę mieć marzenia i je spełniasz.
    Wszyscy miewamy gorsze i lepsze dni, wielkimi krokami, nieodwracalnie idzie wiosna, teraz będzie już tylko lepiej i radośniej. Będziesz miała co obserwować, wiosna na Warmii to orgia barw, ptasich świergotów, mrowia kwiecia i oceanu zieleni, a wszystko to przewala się w szybkim tempie i natłoku, czasami aż tchu brakuje z zachwytu.
    Bogumił to chytra sztuka, kupił ci szlifierkę i teraz zamiast na nim bezproduktywnie wyżywać swoją deprechę wyżywasz się na deskach, a efekt jest piękny.
    Wypatruj bocianów, już lada dzień będą :) Ciekawe jak przywitają się z nowymi, czworonożnymi mieszkańcami i generalnie nową rzeczywistością w obejściu.

    Dziecko jest dorosłe, już wypadło z gniazda i musi nauczyć się latać o własnych siłach - da radę, ma dobre geny.

    macham, sarna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sarna rozkleił mnie Twój komentarz. Dziękuję

      Myślę sobie, że takim narzekającym ludziom na swój los, na brak lepszego auta, wczasów zagranicznych, przydałby się jednodniowy pobyt z podopiecznymi ośrodka. Człowiek, zamykając za sobą drzwi cieszy się, że jest zdrowy. Tak, takie wizyty to lekcje pokory.

      Nie jest łatwo opiekować się rodzicami, jednak świadomość, że można jeszcze ich zobaczyć, porozmawiać pomaga. Codziennie pytam Bogumiła, czy dzwonił do rodziców. Czasami się miga. Jednak córki mają większą potrzebę kontaktu z rodzicami.

      Od jakiegoś czasu, żyjąc ze świadomością, że coraz więcej osób z okolicy czyta bloga, zastanawiałam się czy go zamknąć. W ludziach bardzo mało jest empatii, wolą przeczytać, pośmiać się, inaczej zinterpretować. Kiedy dzisiaj Joanna z krańca naszej wsi przeczytała wpis, zadzwoniła. Opowiadam jej o zaistniałej sytuacji. Syn stracił pracę, musieliśmy go wczoraj znacznie wspomóc finansowo, moje nasadzenia poszły w zapomnienie. I co na to Joanna- przyjedz, nakopiemy marcinków. Dla takiej sytuacji, dla takiej chwili, warto pisać. A ludzie, gadali i będą gadać.

      Syn sobie poradzi, to stan przejściowy. Ma swoją Anię, a co dwie głowy to nie jedna

      Usuń
    2. To samo Ci pisalam kilka postow temu. Musisz w siebie uwierzyc, uznac wreszcie swoja wielka wartosc.
      A dzieci? To dozywotnia zgryzota, wieczny strach i zmartwienia. Ale one sa juz dorosle, trzeba im pozwolic zbierac wlasne doswiadczenia, chocby te najgorsze, inaczej nie naucza sie zyc.
      Trzymaj sie!
      I jeszcze raz najpiekniej dziekuje za cenny prezent. Jeszcze go nie widzialam, ale juz bardzo sie ciesze. :*

      Usuń
    3. Dawanie komuś prezentu, tak samo cieszy jak otrzymywanie. Cieszę się tym bardziej, że doczekałam takiego momentu, że mogę pozwolić sobie na miły gest w stosunku do osoby, która kiedyś dbała o mnie :-)

      Jeszcze parę osób do obdarowania mi pozostało, ale potrzebuję troszkę czasu :-)

      Usuń
  5. Przypominam:
    1. samochodem z napędem 4x4 zakopiesz się w bardziej niedostępnym miejscu
    2. im lepszy samochód 4x4 tym dalej traktor musi jechać
    Może zamiast samochodu 4x4 lepiej kupić konia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak zakopiemy się następnym razem, wyślę do Ciebie posłańca po sprzęt ciężki. A konie, jeśli już to tylko polskie. A wiesz to nawet niegłupi pomysł, wóz został po poprzednich właścicielach

      Usuń
  6. Zobaczysz, ze to stan przejsciowy... ♥
    Praca przy oczyszczaniu desek dosc katorznicza, ale pózniej powstaja fantastyczne dziela :).

    OdpowiedzUsuń
  7. Graszko... "gifty" z Ośrodka są wzruszające! a znając Ciebie, napewno się odwdzięczysz za okazane serce;-))) ale-ale... szlifierka jest O.K. a gdzie okulary ochronne? Chyba nie chcesz, żeby jakieś paprochy zanieczyściły Twoje piękne oczy. Nio... zasady bhp przede wszystkim !!! Uważaj na siebie. Co zaś się tyczy Karola... będziesz się o niego martwić aż do końca świata i jeden dzień dłużej! Jak to kochająca mamusia... Poszuka chłopak czegoś lepszego i znowu będziesz się uśmiechać;-))) Uściskuję Was serdecznie, przedwiosennie i słonecznie*** aaaaa... żeby nie było tak całkiem miło, w moim oczku WSZYSTKIE rybki pozdychały... wyciągamy po kilkanaście dziennie, i aż mi serce krwawi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. umówiliście się z Bogumiłem? on też mnie stale strofuje- okulary na nos nakładaj :-). Wczoraj w Barce widziałam taką stolarnię z prawdziwego zdarzenia. Nie wiem może w poprzednim wcieleniu byłam stolarzem, a może rolnikiem bo bardzo podobają mi się traktory :-)

      Utrata pracy następuje zawsze w nieodpowiednim momencie. Wiem coś na ten temat :-)
      Szuka, codziennie jest na jakimś spotkaniu, teraz też czekam na wieści.

      Oj Gabrysiu, szkoda rybek. A jaki to jest powód?, bo ja zupełnie się na tym nie znam?


      Usuń
    2. No widzisz... trzeba słuchać głosów rozsądku... my po prostu dbamy o Twoje zdrowie !!! Coraz bardziej lubię Bogumiła, bo to dobry człowiek jest !!! Trzymam kciuki za pomyślność Karola;-)))

      Usuń
  8. Wiele ciekawych słów. Piszesz o wizycie w Ośrodku "Barka" i o wielu zdolnościach tam przebywających osób. Wiem coś na ten temat, mój siostrzeniec bywa w podobnym klubie. Nie raz oglądam jego prace ręczne i nie mogę nadziwić się umiejętnościami.

    Podobają mi się Twoje zdolności. Wiem ile trzeba włożyć wysiłku, cierpliwości żeby końcowy efekt był tak piękny.

    Nie zamykaj bloga, to też jest pewną terapią i możliwością spotkania się wirtualnego z innymi dobrze Tobie życzącymi. A czasami jak pisałaś nie tylko spotkania wirtualne.
    A że będą osoby narzekające, no cóż to chyba jest już wpisane w nasze życie.
    Pozdrawiam Cię serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę sobie, że praca w takim ośrodku jest bardzo trudna i wymaga dużo cierpliwości. Do przychodni w której pracowałam, przychodziła mama z takim nastoletnim chłopcem. Był spokojny, zawsze uśmiechnięty, zawsze z mamą za rękę. Pewnego razu miał mieć pobieraną krew. Mimo profesjonalnego podejścia pielęgniarki nie udało się. Nagle stał się takim agresorem, że stałam jak zamurowana.
      Wkład pracy opiekunów nie jest doceniany.

      Pani Beata, która kupiła deskę z ptaszkami napisała mi "nie przejmować się, robić swoje" Gdy w nocy nie mogłam spać, położyłam na szali dobre i złe rzeczy, które spotkały mnie za sprawą pisania bloga. Donos do moich pracodawców- skończył się dla mnie bardzo dobrze. Plotki, nadinterpretacja, czytanie bez zrozumienia. Tego tak naprawdę nie słyszę, bo nikt nie ma cywilnej odwagi napisać maila. Na drugiej szali osoby, które ratowały Kudełka nogę. Gabrysia, która dzieli się swoim ogrodem, Magnolia która stworzyła plan ogrodu. Pantera od której dostałam ciepły i piękny szlafrok, którym każdego ranka się otulam. Leciwa kobieta o ogromnym sercu. I wiele innych ludzi takich jak Ty, którzy zostawią miły komentarz, pogłaszczą wirtualnie po głowie. Nie, tego nie robi się czytelnikowi.

      Usuń
    2. I to są te promyki, które do nas docierają i ogrzewają naszą czasem sponiewieraną duszę. Trzymaj się cieplutko.

      Usuń
  9. Witam czytam bloga od ubiegłego roku,bardzo lubię panią chociaż osobiście nie znam.Dziś czytając również proszę o nie kończenie pisania.Dzięki pani mam inne spojrzenie na życie i moje małżeństwo,dodam iż przeczytałam wszystko od deski do deski życzę wszystkiego dobrego.Grażyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grażyna, wita Grażynę.
      I co ja mam teraz napisać, aż się zaczerwieniłam :-)

      A wiesz, mimo, że wiodę teraz spokojne życie, mam wymarzony dom na wsi, bardzo często wracam do starego bloga, bo nie chcę zapomnieć o tamtym życiu. Terapeuci, psychologowie, radzą zatrzasnąć drzwi za przeszłością. W moim przypadku to nie nie sprawdza. Czytanie przeszłości stawia mnie do pionu.

      Usuń
  10. Tego nie robi się czytelnikom! Fakt.
    Trzymam kciuki za Karola.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jedzie dzisiaj na targi pracy, więc może tam.

      Martwię, że już na starcie w dorosłe życie otrzymuje taką dawkę ogromnego stresu. Jest on porównywalny do stresu związanego ze śmiercią bliskiej osoby. Oczywiście, utrata pracy może zmotywować do działania, ale może też wpędzić w silną depresję.

      A wynika to z naszej kultury. Bardzo często mamy tendencję do definiowania tego kim jesteśmy poprzez pracę. Gdy poznajemy kogoś jednym z pierwszych pytań jakie jest zadawane to " co robisz?", "gdzie pracujesz ?"
      Przyzwyczajono nas do myślenia, że tyle jesteśmy warci ile jest warta nasza praca. Inaczej traktujemy prezesa firmy, inaczej panią pracującą na poczcie. Wiem to z własnego doświadczenia :-) W znacznie mniejszym stopniu zwraca się uwagę na to kim jesteśmy.

      Ze swoimi demonami z przeszłości walczę do dziś.


      Usuń